Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl

Począwszy od 24 czerwca 1947 roku, którą to datę uznano za świt "współczesnej ery" UFO, czyli z okresu ostatnich blisko pięćdziesięciu lat najmniej obserwacji "Dziennych Dysków" z terenu Polski, pomijając schyłek lat czterdziestych, pochodzi z lat sześćdziesiątych. Z owego dziesięciolecia, które notabene w powojennej historii nie tylko naszego kraju wyróżniły masowe, często określane jako kontestacyjne, wystąpienia młodzieży z 1968 roku, znamy zaledwie trzynaście obserwacji UFO - sześć obserwacji nocnych i siedem dziennych. W przypadku jednej z obserwacji nocnych z 1 lipca 1961 roku zdołano także wykonać zdjęcie tajemniczego obiektu, co jednak w niczym nie zmienia ogólnej sytuacji w kwestii prowadzonych prac weryfikacyjnych, a jedynie dowodzi, że potrafimy je utrwalać nie tylko w naszej pamięci. Uwagę zwracają natomiast dwa inne znamienne fakty, a mianowicie całkowity brak zgłoszeń z lat 1962-1963 (podobny brak wystąpił jedynie w latach 1950-1952) oraz to, że wśród tej nikłej ilości "doświadczeń z UFO" nie ma ani jednego bliskiego spotkania, podczas gdy w latach pięćdziesiątych na ogólną liczbę 50 obserwacji było ich aż pięć (10%), w tym dwa CE-III z 1954 i 1959 roku.

To wszystko oczywiście jeszcze nie dowodzi, że w latach sześćdziesiątych takowych zdarzeń w ogóle w Polsce nie było. Niemniej w świetle ilości obserwacji z lat wcześniejszych i późniejszych (z lat siedemdziesiątych znamy 186 "doświadczeń z UFO" - w tym 43 bliskie spotkania - przy czym aż 153, czyli 82,2% z nich, pochodzi z dwóch ostatnich lat owego dziesięciolecia) okres lat sześćdziesiątych należałoby uznać pod tym względem za niemal martwy. Czym w tej sytuacji tłumaczyć odnotowanie zaledwie trzynastu, i to wyłącznie dalekich, obserwacji UFO w bądź co bądź długim okresie dziesięciu lat? Nie będąc całkowicie pewnym znaczenia manifestacji tego zjawiska w najbliższym otoczeniu człowieka trudno jest zająć w tej sprawie jednoznaczne stanowisko. Można co najwyżej przyjąć, że tak niewielka ilość zgłoszeń z tak długiego okresu czasu z określonego obszaru jest de facto odzwierciedleniem ogólnego spadku częstotliwości manifestacji tego fenomenu. Jeśli tak jest rzeczywiście, jeśli uznamy, że nikła ilość obserwacji znamionuje niemal całkowity zanik widocznych oznak obecności tego zjawiska w dającym się ogarnąć naszymi zmysłami "wycinku" rzeczywistości, to co sądzić o owych zaledwie kilkunastu dalekich i wielce enigmatycznych manifestacjach Nieznanego? Czy fakt ich wystąpienia w tak małej ilości przypadków może oznaczać, że one także posiadają jakieś znaczenie w całokształcie zjawiska, lecz z braku dostatecznej wiedzy i ograniczoności zmysłów, nie potrafimy jak na razie dociec całej specyfiki tychże - głównie dziennych - manifestacji? Rysujące się tutaj możliwości badawcze, głównie pod kątem analizy stwierdzanych w obecności UFO zjawisk świetlnych, przedstawiłem w artykułach "Zjawiska świetlne - zwykła cecha NOLi" oraz "<Ogniste kule> kluczem do tajemnic NOLi".

Powołując się wyłącznie na wydawałoby się nie mające większego znaczenia nocne manifestacje kulistych UFO, wskazywałem tam, że być może mamy do czynienia z penetracją polegającą na badaniu widma elektromagnetycznego otoczenia w zakresie emitowanego przezeń (w tym wypadku przede wszystkim przez organizmy ożywione) promieniowania podczerwonego, którego człowiek nie jest w stanie postrzegać. Dowodziłem przy tym, że takie spojrzenie na nocne manifestacje UFO pozwala wnioskować, iż stanowią one istotne uzupełnienie dla pozostałej grupy bliskich spotkań, w szczególności najbardziej znaczących CE-III, podczas których dochodzi również do badania ludzi wewnątrz obiektów latających (tzw. "wzięcia"). W tak rysującej się niemalże jednoznacznej sytuacji w zasadzie wszystkie manifestacje UFO (to znaczy poczynania ich załogantów, czyli nieznanych istot) winny stanowić pewną zamkniętą całość. W analogiczny sposób należałoby więc traktować z gruntu najmniej liczną, aczkolwiek wnoszącą inny zakres istotnych informacji o tym zjawisku, grupę manifestacji UFO, jaką stanowią obserwacje Dziennych Dysków. Pozostając przy danych ilościowych opublikowanych w magazynie UFO (2/1994), na ogólną liczbę 513 przypadków "doświadczeń z UFO" (pomijając dość istotny fakt, że być może niewielki ich procent nie dotyczy obserwacji "prawdziwych" UFO), zaledwie 87, czyli niecałe 17% z nich, to obserwacje z kategorii Dziennych Dysków. Taką tendencję (bez względu na rozpatrywany obszar i okres czasu) notuje się także w innych krajach. Jeśli i w tym przypadku uznamy, że owa stosunkowo mała liczba DD, podobnie jak inne pod wieloma względami wyróżniające się kategorie "doświadczeń z UFO", stanowi potwierdzenie wspomnianej hipotezy o sprawdzaniu widma promieniowania EM otoczenia, czyli jak by nie patrzeć, zarazem potwierdzenie pewnej niezbywalnej cechy (tu: obiektywnego charakteru) zjawiska jako takiego, będziemy mieli zarazem odpowiedź na pytanie, dlaczego dziennych manifestacji UFO jest tak niewiele.

Po prostu oznaczałoby to, że w całokształcie zagadnienia UFO manifestacje w warunkach nocnych (brak spolaryzowanego światła słonecznego) są dlań daleko bardziej istotniejsze niż manifestacje w warunkach dziennych. Abstrahując tymczasem od charakteru omawianego zjawiska, czyli obiektywnych uwarunkowań, jakim ów fenomen niewątpliwie podlega, należałoby z kolei wskazać, dlaczego manifestacje dzienne w ogóle istnieją? Zwykłą ciekawość, zważywszy na pewne cechy związane z ogólnie pojętą "percepcją" tego zjawiska, dzięki którym może ono nie ujawniać swojej obecności, podczas gdy istoty "widzą" otoczenie, należy z góry odrzucić. Znikomej liczby dziennych manifestacji zjawiska (przyjmujemy wstępnie na podstawie znamiennej cechy, jaką jest przyciąganie uwagi człowieka w każdych okolicznościach, że odnotowano i zgłoszono niemal wszystkie, jakie w ogóle miały miejsce) nie można tłumaczyć tym, że pochłonięci licznymi zajęciami ludzie przez większą część dnia przebywają w zamkniętych pomieszczeniach i niewiele uwagi poświęcają temu, co się dzieje na niebie. Takie wytłumaczenie niczego nie wyjaśnia, bowiem znaczna część ludności, jak choćby robotnicy i rolnicy, wykonuje prace wymagające przebywania na otwartej przestrzeni przez niemal cały dzień. Muszą zatem istnieć jakieś inne uwarunkowania i zachodzi duże prawdopodobieństwo, że jest to związane z potrzebami, jakie nieznanym istotom narzucają ich warunki bytowania, w znacznej mierze uwarunkowane na kontakt z człowiekiem i to w ściśle określonych, najlepiej nocnych warunkach. W tej dość jasno rysującej się sytuacji znaczenie większości dziennych manifestacji, które stanowią niewielki procent wszystkich odnotowywanych "doświadczeń z UFO", należałoby odczytywać jako konieczne, aczkolwiek do pewnego stopnia przypadkowe, kontakty z człowiekiem, do których dochodzi tylko dlatego, że nadarzają się ku temu wyjątkowo dogodne warunki i sprzyjające okoliczności.

Do tych ostatnich należą niewątpliwie psychofizyczne cechy danej osoby i prawdopodobnie w dużej mierze od nich zależy, czy w warunkach dziennych obserwacja zakończy się dla obu stron spotkaniem dalekim, czy też "wzięciem" na pokład UFO. Należy przy tym wspomnieć o dwóch dość istotnych sprawach, które zdają się potwierdzać słuszność tego wniosku. Po pierwsze, określenie dziennych obserwacji UFO mianem "Dziennych Dysków" nie oznacza, że w ciągu dnia, tj. od wschodu do zachodu słońca, pojawiają się jedynie klasyczne "latające spodki" zwane także "dyskami". Podobnie jak w warunkach nocnych, także w ciągu dnia odnotowywane są różne kształty UFO, na przykład "cygara" i "kule". O ile jednak te ostatnie z reguły pojawiają się w warunkach nocnych, to w ciągu dnia dominują obserwacje "dysków". Przykładowo z końca lat czterdziestych (1947-1949) znamy dwie obserwacje dzienne i o dziwo w obu przypadkach obserwowano "Dzienne Dyski". W latach pięćdziesiątych na 16 obserwacji dziennych w 10 przypadkach widziano "dyski". Natomiast w latach sześćdziesiątych na 7 obserwacji dziennych, aż pięciokrotnie oglądano klasyczne "latające spodki", przy czym w przypadku dwóch pozostałych mowa była o "świetlistym trójkącie", którego źródła nie dostrzeżono (mógł to być "dysk"), oraz o przelocie "srebrzystej kuli", co również może wskazywać na obiekt dyskoidalny, który przemieszczał się pod kątem do powierzchni ziemi i prawdopodobnie widziano jedynie jego okrągły spód. Z kolei w tym samym okresie czasu, tj. w latach 1947-1969, na ogólną liczbę 33 obserwacji nocnych w ogóle nie odnotowano NOLi w kształcie "spodka", natomiast z całą pewnością w 11 przypadkach, w tym dwukrotnie w latach sześćdziesiątych, widziano obiekty kuliste.

Z kolei druga sprawa, o której wspomniałem już wcześniej, wiąże się z podejmowaniem często przypadkowego (z braku jednoczesnego badania widma EM) kontaktu z ludźmi w warunkach dziennych, co nie napotyka na specjalne trudności, bowiem załoga UFO (nawet wtedy gdy człowiek nie widzi obiektu) postrzega zdarzenia zachodzące w najbliższym otoczeniu i w każdej chwili może ujawnić swoją bliską obecność w celu dokonania "wzięcia". Obserwatorzy odnoszą wtedy wrażenie, że latający obiekt pojawił się nagle "wprost z pustej przestrzeni". Dowodzą tego okoliczności i przebieg takich zdarzeń, jak dzienna obserwacja radarowa na Morzu Liguryjskim (CE-I z 18.06.1984 roku), która prawdopodobnie z uwagi na nie sprzyjające okoliczności nie zakończyła się bliskim spotkaniem, bądź bliskie spotkanie na Morzu Bałtyckim (CE-II z 23.08.1979 roku), w trakcie którego doszło do przeprowadzenia badań załogi kutra, przedstawionych w UFO, nr 4/91 i 4/92. Można zatem przypuszczać, że wszystkie "doświadczenia z UFO", niezależnie od kształtu obiektu, nieodmiennie wiążą się z próbą osiągnięcia ściśle określonego celu, przy czym w przypadku UFO w kształcie "dysku" próby badań ludzi ograniczane są do minimum. Być może również dlatego, że ten typ obiektu, dobrze przystosowany do lądowania na ziemi, używany jest przede wszystkim do pobierania próbek gleby itp., najczęściej w ustronnych miejscach bez ryzyka spotkania człowieka. Wśród manifestacji UFO z kategorii "Dziennych Dysków" mogą więc istnieć również takie, z przebiegu których trudno wywnioskować, dlaczego w ogóle miały one miejsce. Swego czasu sam byłem świadkiem takiego właśnie zdarzenia. W zamieszczonej w pierwszym numerze magazynu UFO, który nosił wtedy nazwę NOL, notce biograficznej podano, że jako jedyny z polskich badaczy UFO, miałem okazję obserwować "przez kilka minut w towarzystwie kilku osób Nieznany Obiekt Latający, który pojawił się koło Starego Folwarku nad jeziorem Wigry". Jak wielu innych obserwatorów UFO, którzy nigdy nie słyszeli o tym tajemniczym zjawisku i nie zdawali sobie sprawy z tego, że każdy szczegół może być ważny, autor także nie odnotował wówczas tak podstawowych informacji, jak data i czas zaistniałego zdarzenia. Na szczęście, dzięki temu, że były to nietuzinkowe wakacje, choćby z uwagi na przepiękną okolicę i moc wrażeń z udanego spływu kajakowego, zachowały się z nich niezatarte wrażenia i liczne materiały.

W tej sytuacji, po wielu latach, a było to w roku 1977, można było z łatwością ustalić, że obserwacja miała miejsce 26 sierpnia 1966 roku około godziny 17.00, a więc około półtorej godziny przed zachodem słońca. Ponieważ niebo było wyjątkowo pogodne, a widoczny obiekt tkwił niemal w zenicie z lekkim (około 10o) odchyleniem na północny wschód, jaskrawo świecące słońce nie przeszkadzało w prowadzeniu obserwacji. Tajemniczy, tkwiący nieruchomo na tle niebieskiego firmamentu obiekt był doskonale widoczny. Odtworzenie okoliczności tak niecodziennego wydarzenia nie sprawiało większych trudności. Po upalnym, obfitującym w wiele wrażeń dniu grupa około dziesięciu osób w wieku od 18 do 30 lat odpoczywała na trawniku na terenie ośrodka kempingowego w odległości około 50 metrów od brzegu jeziora Wigry. Momentu pojawienia się obiektu nie zauważył nikt. Pierwszą osobą, która go spostrzegła, był leżący na trawie mężczyzna, która zwrócił nań uwagę pozostałych, pytając: "Patrzcie, tam nad nami, co to jest?" Wszyscy z ciekawością spojrzeli w górę we wskazanym kierunku. Po chwili wywiązała się rozmowa, a właściwie gorąca dyskusja na temat pochodzenia tego zagadkowego obiektu. Po wielu latach nie sposób odtworzyć jej w każdym szczególe, niemniej z różnych stron padały przypuszczenia na temat zabłąkanego balonu bądź jakiejś innej powietrznej sondy, jednak do ostatecznych rozstrzygnięć nie doszło. Prawdopodobnie nikt nie był do końca przekonany, czym był obserwowany obiekt.

Wszelkie przykłady jego ziemskiej natury bądź jakiegoś związku z działalnością człowieka były kolejno odrzucane, głównie dlatego, że mijały długie minuty obserwacji, a obiekt wciąż tkwił zupełnie nieruchomo. Użyłem trybu przypuszczającego, ponieważ mogło być tak, że któraś z osób wiedziała, z czym mamy do czynienia, lecz z sobie wiadomych powodów nie zamierzała podzielić się tym z innymi. W każdym razie niewiedza na temat pochodzenia obiektu u większości albo wszystkich osób utrzymała się do końca obserwacji, co mogło oznaczać, że żaden ze świadków nigdy wcześniej nie słyszał o "latających spodkach". Nikt nie użył podobnego sformułowania, chociaż niewykluczone że padła jakaś uwaga na temat innych cywilizacji z Kosmosu w odniesieniu do obserwowanego obiektu. Prawdopodobnie jednak nic takiego nie nastąpiło, zważywszy na ogromne zaskoczenie związane z końcowym fragmentem obserwacji, gdy obiekt zaczął się oddalać. Obserwowano jeden srebrzysty obiekt, którego zewnętrzne krawędzie na tle jasnoniebieskiego nieba były bardzo wyraźnie widoczne. Oznaczona na rysunku krawędź "K" nie była dokładnie widoczna, bowiem autor dobrze pamięta, że cała powierzchnia obiektu sprawiała wrażenie jednolicie płaskiej, przez co wydawał się on być "masywny". Natomiast różny profil krzywizn dolnej i górnej krawędzi wskazywał, że miał on kształt i tkwił w pozycji, jak to przedstawiono na rysunku. Innymi słowy, obiekt widoczny był częściowo z boku i od dołu; kąt widzenia wskazuje strzałka obok. Innych szczegółów w wyglądzie zewnętrznym nie zaobserwowano, bowiem nikt takowych spostrzeżeń wówczas nie zgłaszał. Jasność i kolor obiektu na początku i na końcu obserwacji były takie same. Po trzech lub czterech minutach, gdy obiekt w dalszym ciągu tkwił nieruchomo, autor podobnie jak większość osób położył się na trawie, gdyż w pozycji stojącej przy podniesionej głowie (obiekt tkwił niemal w zenicie) ból mięśni szyi stawał się nieznośny.

Wkrótce potem, po około pięciu lub sześciu minutach od momentu jego zauważenia, zaczął się on kołysać na zmianę wzdłuż osi podstawy A(1-1) i B(2-2) i bardzo wolno przemieszczać się po łuku z punktu 0 do 0''. Przy jego pozornej średnicy porównywalnej do jednogroszowej monety (po ostatniej denominacji) oglądanej z odległości około 2 metrów owe prostopadłe ruchy w zasadzie były ledwo dostrzegalne. Można było o nich wnioskować na podstawie zmiany położenia krawędzi (kąta nachylenia) oraz całego obiektu w stosunku do słońca; w trakcie przemieszczania się po łuku (odległość 0-0' wyniosła około pięć pozornych średnic obiektu) prawdopodobnie przyjmował on pozycję pionową zwracając się podstawą w kierunku słońca, gdyż w tym czasie odbite promienie słoneczne kilkakrotnie raziły w oczy obserwatorów tego zdarzenia. Autor odczuł to osobiście dwa lub trzy razy, przymykając powieki przy rażącym blasku. Obiekt poruszał się po łuku (0-0''-0) przez około 2 minuty, czyli bardzo powoli, po czym ponownie znieruchomiał na kilka lub kilkanaście sekund. Wyglądał wtedy jak na początku obserwacji, z czego można wnioskować, że być może jego przemieszczenie się, a co za tym idzie ukierunkowane na obserwatorów błyski, było zamierzone. Powtarzam: być może. W każdym bądź razie, wkrótce po zatrzymaniu się w punkcie "0", obiekt ten bez żadnego przyspieszenia ruszył z wielką prędkością w kierunku północno-wschodnim.

Po około pięciu, najwyżej ośmiu sekundach zniknął malejąc na tle nieba na wysokości około 10 stopni nad horyzontem, jakby "wtopił się w niebo". Odlot obiektu był więc gwałtowny i można by rzec, odbywał się bez zwiększania prędkości w idealnie prostej linii, a zatem prawdopodobnie na stałej wysokości nad ziemią. Linię horyzontu tworzył oddalony od miejsca obserwacji o kilka kilometrów, porośnięty lasem przeciwległy brzeg jeziora, a więc w zasadzie był to horyzont naturalny. Niestety, nie znając ani wysokości, na jakiej tkwił obiekt, ani jego rzeczywistej średnicy, nie sposób obliczyć prędkości, z jaką odleciał. Znając jednak wielkość średnicy pozornej (około 2-4 mm) i przyjmując, że w rzeczywistości wynosiła ona od 8 do 10 metrów, każdy może się pokusić o przeprowadzenie odpowiednich obliczeń. Choćby orientacyjnie, niewątpliwie warto się przekonać, czy jego prędkość wynosiła pięć czy też dwadzieścia, a może jeszcze więcej kilometrów na godzinę? W każdym razie i bez tych obliczeń nietrudno stwierdzić, zważywszy na jego wygląd i fakt, że przez wiele minut tkwił on nieruchomo i w pewnym momencie wrócił po łuku do poprzedniej pozycji, po czym w oszałamiającym tempie zniknął w oddali, że nie był on ludzkim wytworem, co oznacza, że owego popołudnia nad Starym Folwarkiem widziano UFO. Wracając do postawionego wcześniej pytania, z przebiegu całego zdarzenia nie sposób wywnioskować, dlaczego obiekt ten pojawił się owego dnia w tamtej okolicy. Można by snuć na ten temat różne przypuszczenia, przy czym jedno można raczej na pewno z góry odrzucić, a mianowicie możliwość, że bezpośrednio przed oraz w trakcie opisanej obserwacji doszło w najbliższej okolicy do bliskiego spotkania jego załogi z człowiekiem.

Do takiego przypuszczenia skłania fakt, że nigdy jeszcze nie zdarzyło się, aby po takim zdarzeniu nieznane istoty (UFO) pozostawały w pobliżu choćby przez krótką chwilę, i to na widoku. Mogło się jednak zdarzyć, że pewien typ bliskiego spotkania z udziałem załogi tego obiektu odbył się wcześniej w innym rejonie. Nie można na przykład wykluczyć, że tego samego dnia, powiedzmy o godzinie 11.00, ów obiekt mógł być widoczny nad Niemcami (DD), Boliwią (NL - z uwagi na różnicę czasu i położenie geograficzne tego kraju byłaby to obserwacja nocna) lub Kubą, i że miało tam miejsce bliskie spotkanie I, II a nawet III stopnia. Niestety, w istniejącej sytuacji, bez ścisłej współpracy na tym polu z organizacjami rozsianymi po całym świecie, z których nawet nie wszystkie prowadzą ewidencję tego typu zdarzeń, o takie ustalenia jest niezmiernie trudno. Trzeba też zdawać sobie sprawę, że z pewnością nie wszyscy uczestnicy, zwłaszcza bliskich spotkań typu wzięć, zgłaszają tak niecodzienne przeżycia. To dodatkowo komplikuje całą sprawę i zapewne upłynie jeszcze sporo czasu, zanim doczekamy się pełnego uregulowania tych procedur, co może nastąpić jednak tylko w wypadku powszechnej zgody na prowadzenie stałych i rzeczowych badań naukowych w tym kierunku. Niestety, instytucjonalna nauka nie kwapi się zbytnio do zainicjowania takich badań. Zważywszy jednak, że coraz więcej instytutów naukowych usiłuje zgłębić tajemnicę zjawisk psychotronicznych, zwłaszcza towarzyszącej zjawisku UFO telekinezy i jasnowidzenia, tylko patrzeć, jak rozpoczną się pierwsze, nieśmiałe próby badania również z gruntu najważniejszego dla tego całego zagadnienia fenomenu UFO.

Dane zostały uzyskane od Kazimierza Bzowskiego, kierownika Grupy Badań UFO z Warszawy

Artykuł pochodzi ze strony www.ufo.nano.pl