Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl

Clark McCIelland były dyrektor 3 Zespołu NICAP-u z Florydy powiadomił mnie 5 października 1979 roku pracował wówczas w Centrum Lotów Kosmicznych im, Kennedy'egojako członek programu Apollo o przypuszczalnej katastrofie NOLa. Doszło do niej rzekomo 9 grudnia 1965 roku w pobliżu Kecksburga w stanie Pensylwania. McCIelland zebrał i porównał stare oraz nowe dane związane z tym zdarzeniem, które zawarł w poniższym opracowaniu przeznaczonym do tego raportu. Krótko przed zachodem słońca 9 grudnia 1965 roku zaobserwowano na niebie ognisty obiekt. Widziały go tysiące mieszkańców stanów Michigan, Indiana, Ohio, Zachodnia Wirginia, Pensylwania, Nowy Jork oraz prowincji Ontario w Kanadzie. W pewnym momencie w powietrzu nastąpiła eksplozja, wywołując kilka fal uderzeniowych, które odczuli piloci prywatnych i liniowych samolotów pasażerskich lecących nad stanem Michigan oraz położonym na wschód od Detroit jeziorem St. Clair. Piloci oraz znajdujący się na ziemi ludzie widzieli, jak w chwili wybuchu od świecącego obiektu coś się oderwało i spadło na ziemię w pobliżu Lapeer w stanie Michigan. Inne części tego obiektu spadły w pobliżu Elyrii w stanie Ohio oraz Midland w Pensylwanii. Reszta spadła na lesisty obszar w pobliżu Keksburga w południowo-zachodniej Pensylwanii. Analiza lotu tego nie zidentyfikowanego obiektu ujawnia zaskakujące fakty. Patrząc na mapę widać, że leciał on w linii prostej poczynając od Lapeer w Michigan i dalej przez jezioro St. Clair do Elyrii w Ohio.

Przelatując nad Elyrią NOL zmienił kurs o 25 stopni, co wyklucza możliwość, że był to meteor lub bolid, jak to przedstawił dr Pauł Annear, wykładowca astronomii na Uniwersytecie Baldwin-Wallace'a. Jego wyjaśnienie zostało przyjęte z pełną aprobatą przez Pentagon, mimo iż dowody upadku szczątków obiektu wskazywały na lot wzdłuż zaobserwowanej trajektorii. Obliczenia wykazały, że NOL leciał prawdopodobnie na wysokości 40-60 mil [64-96 km], kiedy zauważono go po raz pierwszy nad stanem Michigan. Przyjmując, że znajdował się na wysokości 60 mil (96 km), mógł być bez trudu obserwowany od Indiany po Ontario. Ustaliwszy wszystkie odległości, z jakich świadkowie obserwowali świecący obiekt, stwierdzono, że leciał on z szybkością 17 mil na minutę, to jest 1020 mil na godzinę [1.640 km/godz.], czyli dużo wolniej od odnotowanych przez astronomów prędkości, z jakimi meteory spadają na ziemię, które wahają się od 27.000 do 144.000 mil na godzinę [43.445-231.700 km/godz.j. Mimo to dr Annear pospołu z Pentagonem uważają, że ten tajemniczy obiekt był meteorem. Kto tu kogo próbuje okpić? Istnieje jeszcze inna możliwość wyjaśnienia tajemnicy związanej z tym obiektem. Stało się to możliwe dzięki przeglądowi danych będących w posiadaniu mieszczącego się w Kolorado Dowództwa Obrony Powietrznej Północnej Ameryki (NORAD). 11 stycznia 1980 roku, Del Kinchey, rzecznik prasowy bazy, w której mieści się NORAD, wziął udział w przeglądzie zapisów dotyczących orbit satelitów i kosmicznego złomu pochodzących z dnia zdarzenia w Kecksburgu. W wyniku tego przeglądu ustalono, że 23 listopada 1965 roku Związek Radziecki umieścił na orbicie satelitę szpiegowskiego Kosmos-96. Już po 16 dniach, to jest 9 grudnia 1965 roku, czyli w dniu "katastrofy w Kecksburgu", opuszczono go bądź skierowano w gęste warstwy atmosfery. Wyniki dalszych badań na temat spodziewanego przez siły powietrzne czasu i miejsca upadku tego satelity podam w następnym opracowaniu.

5 RAPORT t1R 2 Nawet jeśli przyjmie się to za oficjalne wyjaśnienie katastrofy w Kecks-burgu, wątpliwości pozostaną, bowiem każdy, kto choć trochę orientuje się w technice lotniczej lub kosmicznej, wie, że żaden satelita nie miał w roku 1965 możliwości zmiany kierunku lotu o 25 stopni podczas opadania na ziemię. Już w godzinę po upadku obiektu w pobliżu Kecksburga na miejscu zdarzenia pojawiła się duża liczba specjalistów wojskowych, którzy przybyli tam niemal w tym samym czasie, co policja stanowa oraz straż pożarna. Cała strefa została szybko otoczona, a gapiów przepędzono. Jeden z uzbrojonych oficerów powiedział wówczas rzekomo: "Nie wiemy, co to jest, ale w lesie znajduje się niezidentyfikowany obiekt latający". 11 stycznia 1980 roku przeprowadzono wywiad z Jamesem Mayesem, byłym zastępcą naczelnika straży pożarnej, oraz MeMnem Reese'em, byłym strażakiem ochotniczej straży pożarnej w Kecksburgu. Obaj towarzyszyli nie znanemu z nazwiska funkcjonariuszowi policji stanowej, z którym podeszli na odległość 75 jardów [68,5 m] od miejsca upadku. Twierdzą, że obiekt błyskał światłem. Nie mogą jednak podać, jak wyglądał. Obaj byli zgodni, że jego upadek nie wywołał pożaru. James Mayes przypomina sobie także, że wojsko urządziło na czas akcji siedzibę dowództwa w budynku straży pożarnej. Powiedział, że informacje były przekazywane do bazy lotniczej na zachód od Pittsburgha niewykluczone że do Wright-Patterson w Dayton w stanie Ohio. Informacja ta nie jest jednak całkowicie pewna z uwagi na wątpliwości w tej sprawie samego Mayesa.

Powiedział ponadto, że widział, jak na zamknięty teren wjechała duża wojskowa ciężarówka i wywiozła stamtąd coś okrytego brezentem. Inni mieszkańcy tego terenu przypominają sobie, że słyszeli przejeżdżający tamtędy w nocy duży wóz ciężarowy. Sprawa z ciężarówką wydawała się niepewna, dopóki nie wypowiedział się na jej temat Robert Bitner, który w roku 1965 był dowódcą straży pożarnej. W czasie zdarzenia przebywał gdzie indziej i na miejsce upadku przybył nieco później niż jego strażacy, którzy dotarli tam razem z policją i wojskiem. Kiedy tam przyjechał, była późna noc. Zbliżając się do miejsca katastrofy widział wyjeżdżającą z lasu dziesięciotonową ciężarówkę wojskową. Na jej wierzchu spoczywał przykryty brezentem jakiś obiekt, który miał około 6 stóp [1,8 m] wysokości, 7 stóp [2,1 m] szerokości i 17 stóp [5,1 m] długości. Bitner stał w odległości około 25 stóp [7,5 m] od ciężarówki. Wokół niej stali pilnujący jej żołnierze. Po chwili ruszyła i razem z eskortą odjechała w nieznanym kierunku. Czy miejscem jej przeznaczenia była baza Wright-Patterson, czy też inny kompleks wojskowy? Jak dotąd nikt nie potrafi na to odpowiedzieć. W Kecksburgu niespadł żaden meteoryt ani jakikolwiek inny obiekt astronomiczny. Tego możemy być pewni. Być może dalsze badanie pozwoli ustalić, czy miało to cokolwiek wspólnego z Kosmosem-96, który wrócił na ziemię 9 grudnia 1965 roku. A może jednak był to pojazd obcych. Posiadane informacje jak na razie przemawiają właśnie na korzyść tej teorii. Jestem pewien, że wojsko odnalazło tam coś ważnego, co do dzisiaj stanowi pilnie strzeżoną przez nie tajemnicę.

Artykuł napisany przez Leonarda H. Stringfielda

Artykuł pochodzi ze strony www.ufo.pl