Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl

12 luty 1979 roku był takim samym jak inne dniem w mojej gonitwie za materiałami dotyczącymi katastrof-odnalezień NOLi. Rozmawiałem z Davidem Mannweillerem (redaktorem pisma Indianapolis News), który opowiedział mi o pewnym anonimowym źródle, które posiadało informacje na temat wydobycia ciała obcej istoty z wraku latającego spodka w roku 1948. Obiecał, że postara się zorganizować spotkanie z owym źródłem, jednakże zanim do tego doszło, owo źródło "wyschło". Otrzymałem też telefon z Nowego Jorku od reportera The Village Voice. który chciał przeprowadzić ze mną wywiad do artykułu poświęconego moim badaniom. To także nie wypaliło. Były i inne telefony, ale moje prawdziwe zdziwienie wywołał telefon od Larry'ego Moyresa, dyrektora oddziału MUFON-u z Akron w Ohio, który zadzwonił do mnie o północy. Przeprosił mnie za tak późny telefon i kiedy starałem się otrząsnąć ze snu poczęstował mnie nowinami rak niebywałymi, że przez chwilę nie bytem pewny czy to sen, czy jawa. Godzinę wcześniej otrzymał telefon od niejakiego Rona Johsona, który twierdził, że znalazł przy drodze małego humanoida, który był ranny i dawał jeszcze znaki życia. Zdarzyło się w chwili, gdy przejeżdżał przez góry Pocono w Pensylwanii. Nie wiedząc co robić, wsadził go do samochodu i odjechał. Kiedy po trzech godzinach się zatrzymał, stwierdził, że humanoid jest martwy. Istota miała około 3 stóp (0,9 m) wzrostu, jedno ucho i brak nosa.

Jej drugie ucho wydawało się być oderwane. Była pokryta puszystym owłosieniem, miała po trzy palce połączone błoną i dwie nogi, które nie miały wyraźnego rozróżnienia na prawą i lewą. Całe ciało pokrywał metaliczny kombinezon. Główną troską Johsona, jak twierdził Moyers, była obawa przed prawnymi konsekwencjami, ponieważ istota ta zmarła w jego obecności bez wiedzy policji. Zdesperowany pojechał do swojego domu w Akron i włożył ją do zamrażarki. Słyszące lokalnej grupie badaczy NOLi, odszukał telefon Moyersa i zadzwonił do niego po radę. Z powodu późnej godziny i zmęczenia umówił się z nim na następny dzień, podając mu swój adres i telefon. Zaraz potem Moyers zadzwonił do mnie. W tym wyścigu z czasem poradziłem Larry'emu, aby jak najwcześniej udał się z jakimś zaufanym kolegą do Johsona. Sugerowałem mu zabranie ze sobą aparatu fotograficznego w celu zrobienia zdjęcia Johnsona i ciała jako dowodu, a następnie wezwanie adwokata i lekarza w celu wykonania stosownej ekspertyzy. W tym samym czasie miałem wyruszyć do Akron, aby być pod ręką i służyć im pomocą, a także przedstawicielom władz i prasy. Przez skórę czuliśmy jednak, że to wszystko jest oszustwem. Nazajutrz rano Moyers udał się zgodnie z umową razem ze swoim kolegą, Mike'em Candusso, do domu Johsona. W czasie parkowania i szukania podanego numeru domu zobaczyli opuszczające go dwie kobiety. Zapytane, czy znają Rona Johsona, odrzekły, że nikogo takiego nie znają. Potem Moyers zapytał o niego sąsiadów. Nikt z nich o nim nie słyszał. Następnie Moyers zadzwonił pod podany mu przez niego numer. Okazało się, ze telefon pod tym numerem był odłączony.

Zaraz potem Moyers poinformował mnie o wszystkim. Chcąc przekonać się samemu, zadzwoniłem pod podany przez Johnsona numer. Osoba z centrali na poczcie powiedziała mi, że "numer, pod który pan chce zadzwonić, został czasowo wyłączony na prośbę właściciela". Oszustwo? Być może. Kim jest ów Roń Johson? Czyjego celem było zbadanie reakcji Moyersa? Dlaczego jego telefon został wyłączony i na czyje polecenie? Oszustwo tego typu, mimo iż rzadkie, podobnie jak inne nie wytłumaczone zdarzenia nie są dla mnie nowością, tak jak i dla innych badaczy. Inny przypadek tego rodzaju - typowy jeśli chodzi o nowe ślady dotyczył dentysty z Bloomington w stanie Indiana, do którego skierowano mnie jako do osoby mającej informacje na temat katastrofy NOLa. Kiedy zadzwoniłem do niego, przypomniał sobie, żejegO brat, emerytowany kapitan marynarki w Waszyngtonie, wspomniał mu kilka lat temu o swoim udziale w transporcie wraku obcego pojazdu. Chcąc mi pomóc dał mi numer jego telefonu. Kiedy do niego zadzwoniłem, oznajmił mi, że przypomina sobie żadnej rozmowy na ten temat z bratem. Jest jeszcze wiele innych sygnałów rokujących nadzieje na nowe informacje, które docierają do mnie w formie listów, telefonów i wizyt. Czasami mijają tygodnie, miesiące a nawet lata, zanim uzyskuję odpowiedź. Bardzo często jednak jej nie otrzymuję. Przyczyną tego milczenia jest najczęściej strach przed represjami, ośmieszeniem, utratą prywatności lub wszystko to razem wzięte. Jest to zrozumiałe. Chwilami czuję się dumny z tego, co wiem i mogę przekazać innym. To inspiruje mnie do dalszego działania. Dzięki tropom, które posiadam, i cierpliwości, z jaką wykonuję swoją pracę, ciągle mam nadzieję dowiedzieć się czegoś nowego.

Artykuł pochodzi ze strony www.ufo.pl