Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl

Spokojni mieszkańcy wyspy Canvey nigdy nie widzieli czegoś podobnego. Wyciągnęli bestię z płytkiej wody i pociągnęli wzdłuż plaży, następnie przykryli wodorostami i posłali po lokalne władze.

Miejscowe władze zwróciły się po pomoc do Londynu, zaś rząd Wielkiej Brytanii zadanie wyjaśnienia tak dziwnej zagadki powierzył parze kompetentnych zoologów. Zoolodzy przebadali niezwykłego stwora wzdłuż i wszerz, zrobili zdjęcia i przyznali, że cos takiego widzą pierwszy raz w życiu.

Stworzenie wyglądało na zwierzę morskie, ale miało stopy i nogi uformowane w taki sposób, iż mogłoby chodzić, gdyby tylko sobie tego zażyczyło. W wyprostowanej pozycji mierzyło około 80 cm, miało grubą, brązowo-czerwoną skórę i miąż-szowatą głowę z parą wystających oczu. Naukowcy przeprowadzili pomiary, porobili zdjęcia... i poddali się. Zwłoki stwora zostały spalone. Ale jeśli ktoś sądził, że w ten sposób sprawa bestii z wyspy Canvey zostanie zapomniana, to się pomylił. 11 sierpnia 1954 roku wielebny Joseph Overs przechadzał się po plaży na Canvey Island, kilka kilometrów od miejsca, gdzie znaleziono stwora. Naraz natknął się na groteskowe martwe ciało zwierzęcia, przewalające się w małej sadzawce utworzonej przez przypływ. Ten dobry człek zerknął tylko na owo stworzenie i natychmiast wysłał jednego z młodzieńców po policję. Policjanci wyciągnęli zwłoki na brzeg i, jak za pierwszym razem, posłali po ekspertów.

Stworzenie, które znaleziono poprzednio, miało jakieś 80 cm wysokości. Drugie - nieco poniżej 1,3 m. Ważyło około 11 kg i było w stanie nadającym się do przeprowadzenia badań. W raporcie, który zakłopotani naukowcy przedłożyli rządowi brytyjskiemu, stwierdza się, że stworzenie miało dwoje oczu, otwory nosowe i rozwartą jamę gębową z silnymi i ostrymi zębami.

To cos posiadało także skrzela, ale zamiast łuską, pokryte było różową skórą, twardą jak skóra zdrowej świni. Ale chyba najbardziej wartym zanotowania był fakt, iż stwór ów, tak samo jakpoprzedni, miał dwie krótkie nogi z jak najbardziej prawidłowo wykształconymi stopami zakończonymi pięcioma małymi palcami ułożonymi w kształcie litery U.

Ponieważ nikt nie był w stanie zidentyfikować niesamowitych stworzeń, raport z ich badań nigdy nie został podany do publicznej wiadomości. Jednakże wiele osób, które zetknęły się z owymi zagadkowymi stworami, skojarzyło je sobie z wydarzeniami pewnej lutowej nocy 1855 r., kiedy to okolice angielskiego hrabstwa Devonshire nawiedził dziwny gość, który mógł być spokrewniony ze stworzeniami znalezionymi 100 lat później na brzegach wyspy Canvey.

W historii tej chodzi o ciąg małych odcisków stóp na śnież nym kobiercu, jaki utworzył się nocą 7 lutego w całej okolicy. Śnieg przestał padać owej nocy gdzieś około 23.00 i między tą godziną a świtem Devonshire dało gościnę jakiemuś zagadko wemu przybyszowi ...czemuś', co biegło przez ogrodzenie, pola, po ścianach i dachach domów... pozostawiając za sobą nieprzer waną linię odcisków stóp, jakby chciało udokumentować swoją obecność.

Co to mogło być?... Jaka istota mogła żwawo wędrować po ziemi, ścianach i dachach domów bogobojnych i dobrych ludzi Devonshine, gdy wszyscy spali. Skąd to coś przyszło i dokąd poszło? Skąd przybyło, pozostanie zagadką, ale dokąd poszło, zostało zapisane na s'niegu: od Topsham i Bicton na północy do Dawles i Totnes na południu... szlak długi na ponad 160 kilometrów.

Piekarz z Topsham był pierwszą osobą, która zauważyła ów dziwny trop. Spostrzegł on jakieś niezwykłe znaki na śniegu, które prowadziły koło drzwi jego małego sklepiku, po czym ostro skręcały w prawo w stronę półtorametrowej wysokości muru -delikatna czapa śniegu na murze była naruszona przez te same małe odciski. Piekarz nie był zbytnio zaniepokojony tą dziwną rzeczą. Inni nie byli jednak tak spokojni.

Przed zmrokiem w całej okolicy podniósł się alarm-niektórzy z mieszkańców przypisywali odciski na śniegu samemu diabłu. Małe znaki w kształcie podkowy w równych odstępach 20 cm ciągnęły się od... Exmouth... poprzez pola i dachy domów... do zatoki w pobliżu Powderham Castle... aby pojawić się na nowo po drugiej stronie zatoki i tam ciągnąć się aż do Totnes... wiele kilometrów na południe. Londyński "Times" i inne gazety poświęciły wiele kolumn tej dziwnej historii w Devonshire. Pojawiły się próby wyjaśnienia tego zjawiska. Trop ten przypisywano wilkom, ptakom, a nawet kangurom. Jednak żadna z hipotez nie mogła być zaakceptowana, gdyż żadna nie pasowała do faktów. Jedno tylko było pewne: ktoś lub cos biegło przez pola, przebiegając przez dachy, na odcinku 160 kilometrów, po czym weszło do wody i nikt już o nim nigdy nie usłyszał.

Chyba że były to istoty tego samego rodzaju, których przedstawicieli znaleziono na brzegu wyspy Convey w 1953 i 1954 roku. Ale nawet gdyby tak było, nie rozwikłana pozostaje główna tajemnica spowita mrokiem naszej niewiedzy - zagadka samych tych istot.