Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl

Lago Nahuel Huapi w Argentynie (Tygrysie Jezioro w dialekcie miejscowych Indian Mapuche) jest miejscem wielu obserwacji czegoś, co było opisywane jako ,,patagoński plezjozaur". Po raz pierwszy widziany przez Kanadyjczyka, George'a Garretta w 1910 i wkrótce potem przez dwóch brytyjskich poszukiwaczy, a następnie przez amerykanina Martina Sheffielda. Ten ostatni był tragarzem przenoszącym broń, często pił i znany był wśród tubylców z powodu swojego ogromnego, wyróżniającego go kapelusza. Pewnego dnia odkrył on ślady bardzo dużego zwierzęcia i stwierdził, że najwięcej ich jest w bezpośrednim pobliżu jeziora. Nahuelito, bo pod takim imieniem znane jest stworzenie, wynurzało się ponad spokojną wodę w słoneczne dni i straszyło miejscowych oraz przybyłych od zawsze.
W 1922 roku Sheffield napisał list do dr Clementi Onelli, dyrektor zoo w Buenos Aires, opisując zwierzę jako posiadające łabędzią szyję i zaokrąglone ciało. Z tego sprawozdania wzięła się nazwa ,,patagoński plezjozaur". Zafascynowany możliwością przetrwania prehistorycznego reliktu w jeziorze w Andach, Onelli poprowadził ekspedycję w te rejony. Po wielu nieudanych próbach, udało mu się wreszcie dotrzeć nad Nahuel Huapi. Przystąpili do prób z dynamitem, chcąc zwabić zwierzę, co jednak się nie udało. Późniejsza wyprawa, z 1950 roku, nie była nagłaśniana przez media i stąd bardzo mało wiadomo o jej wynikach i uczestnikach.
Dzisiaj południowy koniec jeziora ograniczony jest przez miasto San Carlos de ariloche, w którym mieszka 100 tys. ludzi. Jednak przy długości 86 i szerokości nawet do 8 kilometrów, jezioro trudno utrzymywać pod ciągłym nadzorem. Istnieją dwa nagrania video przedstawiające stworzenie. Jak twierdzi Cristian Muller z Comunidad de la Cuenca de Nahuel Huapi, grupy chroniącej środowisko, jedna z taśm pokazuje bardzo mało. Drugi film trzymany jest natomiast w sejfie bankowym w San Carlos de Bariloche, do czasu, aż jego właściciel zdecyduje co z nim zrobić. W lecie 1996 roku Jessica Campbell miała szczęście zobaczyć zwierzę nie jeden, ale dwa razy w ciągu jednego popołudnia. Warunki pogodowe były doskonałe, było słonecznie i bezwietrznie. Campbell porównała powierzchnię jeziora do ,,morza oleju", takie warunki są bardzo częste w lecie. Nagle ktoś z grupy ludzi znajdujących się na plaży na półwyspie de San Pedro zaczął krzyczeć, aby podano mu kamerę, ponieważ nagle na powierzchni pojawił się Nauhelito.
Indianie Mapuche czasami mówili o zwierzęciu jako o ,,Odzianym w płaszcz", ponieważ jego płetwy przypominały im tą część garderoby. Cecha ta była znana Campbell, którzy widzieli stworzenie używające płetw do poruszania się w wodzie. Widoczne były również skoki ponad powierzchnią. Po kilku chwilach garby zanurzyły się i pozostały pod powierzchnią na 45 minut. Wynurzyły się dokładnie na przeciwko Campbell, która siedziała na kamieniu. Garby zawróciły i poruszały się wprost w kierunku zdezorientowanej kobiety. Nie wiadomo, czy stworzenie miało wrogie zamiary, jednak Capbell przestraszyła się i uciekła z miejsca obserwacji. Niepotrzebnie, ponieważ zwierzę zanurzyło się i znikło. Podobnie jak Paula Jacarbe, inny świadek, Campbell również usłyszała charakterystyczny dźwięk przypominający oddychanie, wydawany przez zwierzę, później twierdząc, że nigdy go nie zapomni.
Na wschodnim krańcu jeziora, 800 stóp powyżej brzegu, stoi dom Barneya Dickinsona. Żyje on tam od wczesnych lat 40'. Zainspirowany serią artykułów o potworze z Loch Ness, pan Dickinson napisał w 1959 do ,,Illustrated London News", chcąc opisać własne przeżycia. Wieczorami często siadał i obserwował jezioro, przez które przepływało bardzo mało łodzi. Przez lata zanotował wiele ,,dziwnych formacji wodnych", których nie mógł jasno wytłumaczyć. Wyglądały na za duże na znane zwierzę typu wydry, nawet jeśli wiadomo, że południowoamerykańskie wydry dorastają do dużych rozmiarów.
Lokalne legendy tłumaczą to. Miejscowi Indianie od zawsze wierzyli w istnienie potwora zamieszkującego jezioro. Nazywają go po hiszpańsku Cuero, co oznacza ,,skóra wołowa", z powodu podobieństwa skóry zwierzęcia do tej u wołu. Jest ona ciemna i szorstka. Zwierzę nazywane jest również El Bien Peinado, ,,gładkogłowy". Po okolicy krążą również historie o dziwnych śladach znajdowanych na brzegu i resztkach posiłków potwora: skórami, futrem i piórami. Według Dickinsona miejscowi Gaucho relacjonują spotkania ze stworzeniem, następujące zawsze wieczorem. Stwór unosi się na powierzchni wody, widoczny jest pojedynczy garb, pokryty ,,skórą wołową". Opis ten bardzo przypomina norweską Selmę, szwedzkiego wielkiego potwora z jeziora i inne stwory przypominające wyglądem odwrócone łodzie.